Nie bój się, nie lękaj się, Bóg sam wystarczy…

04.lis.2011

Do parafii św. Józefa przyjechaliśmy po raz pierwszy 16.04.2011 r. Zanim tam trafiliśmy, do kościoła chodziłem od przypadku do przypadku, najczęściej jak mi żona marudziła, w chwilach kryzysu modliłem się jednak do Jezusa i Ducha Świętego. W lutym tego roku odwiedziła nas znajoma, której nie widzieliśmy od dawna. Nie wiedząc do końca z jakimi problemami się borykamy, powiedziała nam o spotkaniach w Częstochowie i powiedziała, że mi się spodoba. Od 2001 r. mam kłopot ze stabilizacją zawodową, w związku z czym pomału wkradał się w moje życie stres, następnie depresja i ten "kudłaty", który zaczął mnie oskarżać, że nie jestem nic wart, że po co ta ziemia nosi takiego pasożyta jak ja i wtedy zacząłem (tak mi się wydawało) zagłuszać go alkoholem. Doszedłem do tego, że od ponad dwóch lat wypijałem 0,5 l. wódki dziennie przez 7 dni w tygodniu, a raz lub dwa razy w tygodniu musiało być 0,7 l., ponieważ połówka to już zaczynało być za mało, sporadycznie piłem mniej.

Ponieważ piłem coraz więcej, wcale nie zagłuszyłem oskarżeń, lecz wręcz przeciwnie, coraz bardziej byłem atakowany, nasze małżeństwo "wisiało na włosku", miałem uszkodzony układ nerwowy, przez co stawałem się coraz bardziej nerwowy, kłótliwy i agresywny (dziękuję Panu za cierpliwość i wytrwałość mojej żony). Doszedłem do momentu, w którym stwierdziłem, że albo się zapiję albo zabiję, co wychodziło na to samo -zaczynałem mieć myśli samobójcze – wtedy ja będę miał spokój i inni też. Żona wcześniej namawiała mnie na mityngi AA i psychologa. Ja trochę zajmowałem się psychologią, w dodatku jestem uparty i nie miałem ochoty na te dyrdymały, o których wiedziałem, że mnie tylko zdenerwują i jak przyjdę, to pierwsze co zrobię, to się opiję. Gdy przyjechaliśmy do Częstochowy po Mszy chciałem wracać do domu, ale ponieważ był to okres naszych urodzin, żona poprosiła mnie, abyśmy zostali na drugiej części do końca ( i Chwała Panu). Otwarłem się na działanie Pana, gdyż jeśli nie On, to już nikt nie był w stanie mi pomóc. Podczas drugiej części miałem wizję małej owieczki, która próbuje wstać i nie potrafi, wtedy Ojciec Daniel powiedział słowa od Pana: "nic nie rób, Ja przyjdę i Cię podniosę". Gdy Bóg mówi, to nie tylko mówi, ale i robi. Podczas Drogi Krzyżowej po raz pierwszy zrozumiałem jak bardzo Jezus cierpiał. Pan, podczas tego pierwszego spotkania zabrał mi wszystko co złe: stres, depresję, myśli o beznadziejności i samobójstwie, przyczynę mojego picia. Po powrocie Bóg zaczął przemieniać stopniowo moje życie, wszystko zaczęło przybierać nowy, wspaniały wymiar życia z Panem. Dalej niestety był alkohol, ulegałem kłamstwom szatana lub w jakiś sposób dalej tłumaczyłem to sobie sam. Zacząłem się coraz więcej modlić, nie wyobrażałem sobie niedzieli bez Mszy św., i tak samo nie wyobrażałem sobie nie jechać w każdym miesiącu do parafii św. Józefa. Po obejrzeniu filmu "Tajemnica Eucharystii" wg. Cataliny Rivas zrozumiałem , że chodząc do kościoła tak naprawdę nigdy nie uczestniczyłem we Mszy św. Zbliżała się kolejna rocznica naszego ślubu, przypomniałem sobie, że kiedyś moja żona powiedziała do mnie, że nie chce ode mnie biżuterii, prezentów, ale najlepszym prezentem byłoby gdybym przestał pić, zacząłem się modlić o to do Pana. Gdy jak co dzień, 21.09. również wstałem na ogromnym kacu, Bóg pobudził moje serce do modlitwy, zrozumiałem, że Jezus zabrał mi wszystko co mnie niszczy łącznie z alkoholem, tylko ja mu nie chciałem tego oddać, i że przez alkohol szatan miał duży dostęp do mnie. Oddałem wtedy alkohol Bogu, gdy skończyłem się modlić, czułem się jakbym nigdy nie był alkoholikiem, nigdy nie pił. Dostałem drugie życie, które zapomniałem już jak wyglądało. Od tego momentu nie piję, gdy Pan zabiera coś co nas niszczy, to robi to naprawdę, jedynie musi być nasza zgoda i nasza wola oddania Mu tego, nasz Bóg jest Bogiem potężnym, ale wszystko co robi, to robi w miłości i z miłości do człowieka . Chwała Panu!

Dziękuję Bogu za to, że: "przyszedł i naprawdę mnie podniósł", za wszystkie łaski, które od Niego otrzymałem i otrzymuję, za wspaniałą żonę Anię, za wspólnotę Miłość i Miłosierdzie Jezusa i ojca Daniela. Niech Bóg wam błogosławi w waszej pracy dla Chwały Pana.

Gdybym mógł żyć nie wiem jak długo to i tak będzie to za krótko, żeby podziękować Panu za to, co dla mnie uczynił Amen.

Darek, 41 lat

Czytaj również

W obronie ks.Michała Olszewskiego

W obronie ks.Michała Olszewskiego

Umiłowani Siostry i Bracia na początku Wielkiego Tygodnia został bezprawnie zatrzymany Ks. Michał Olszewski, Sercanin, prawy i oddany Bogu i wiernym Kapłan. Próbują zniszczyć Tego Kapłana ludzie bez sumienia. Stańmy w obronie Ks. Michała modlitwą i dobrym słowem....