Jeżeli domu Pan nie zbuduje

02.wrz.2010

Do przyjazdu do Czatachowy namówiła mnie koleżanka. Zaznaczyła, bym nie dała się żadnym przeciwnością, że będzie mi ciężko, wszystko będzie przemawiało za zostaniem w domu, ale mam się nie poddawać. Powiedziała, że mi pomoże. Dlatego, mimo iż padał deszcz i było zimno, spakowałam Kamila i udaliśmy się do Chorzowa, skąd odjeżdżał autobus do Czatachowy.

Nie wyobrażałam sobie tej podróży, gdyż znałam swoje dziecko i wiedziałam, że będzie mu trudno odbyć tak długą dla niego drogę. Kamil jest dzieckiem autystycznym. /Autyzm – terminem tym określa się całościowe zaburzenia rozwojowe okresu wczesno dziecięcego, charakteryzujące się upośledzeniem rozwoju umiejętności społecznych, brakiem mowy lub upośledzeniem jej rozwoju./ 

Jednak dotarliśmy… Przywitał nas śnieg, zimno, wielka chlapa. Jakby wyprzedzając moje zaniepokojenie, Ojciec Daniel powiedział, że Aniołowie czuwają i nikt, z uczestniczących w spotkaniu, nie zachoruje. Z płaczącym dzieckiem na rękach, cudem udało mi się wejść do kościoła, tak bardzo był zapełniony. Na Koronce do Bożego Miłosierdzia jeszcze było w miarę spokojnie, na Mszy św. już większy niepokój… płakaliśmy oboje, z tym, że ja cicho. W końcu musieliśmy wyjść. Na dworze Kamilek trochę się uspokoił, zajął się zabawą śniegiem… Po Mszy św. zabrałam Małego i weszliśmy z powrotem do kościoła. Również cudem udało nam się dostać do Ojca Daniela, podczas pierwszej przerwy. Wiedziałam, że jeśli teraz nam się nie uda, to już w ogóle, bo musimy wracać. Nie wiedziałam jeszcze jak, gdyż autobus musiał czekać na resztę osób, ale wiedziałam, że muszę. Długa modlitwa nad nami… płacz, uczucie nagłego ciepła. Ojciec Daniel wspomniał, że Kamil będzie uzdrowiony, że już w najbliższych dniach zauważę poprawę. Z serca nagle zniknął niepokój, poczułam się cudownie, chciałam wszystkim opowiadać o tej radości, która wypełniła moje serce… Mieliśmy także z kim wrócić, gdyż okazało się, że jest miejsce w samochodzie, który jechał w tym samy kierunku, co my. Pierwszy raz, w obcym samochodzie, Kamil był uśmiechnięty, nawiązywał rozmowę, wypowiadał słowa, których z jego ust wcześniej nie słyszałam. Po powrocie do domu dostał chrypki. Lekarze nie potrafili podać jej powodu. Wszystkie badania wskazywały na brak jakiejkolwiek przyczyny. Gdy chrypka ustąpiła, Kamil zaczął budować zdania. Są to na razie zdania pojedyncze, ale pozwalają komunikować się, jest przez innych rozumiany. Nie płacze w przedszkolu. Do tej pory nie zostawał sam, płakał przez cały czas pobytu, nie potrafił włączyć się w zajęcia. Przesypia noce, ani razu od tamtego czasu nie posikał łóżka, nie rzuca się na podłogę, nie uderza się bezmyślnie, nie kręci się w kółko!!! 

Przez pierwszy tydzień, po powrocie z Czatachowy, bolała mnie okropnie głowa. Nie pomagały żadne leki. Teraz wiem, że to była jakaś moja ofiara. Gdy pojechałam tam następnym razem, zapytałam Ojca Daniela, co mogę w zamian Panu Bogu ofiarować za tak wielki dar. Powiedział: ofiaruj wszystko. Od tego czasu nie miałam spokoju…, ale ofiarowałam wszystko. W sakramencie pokuty wyznałam wszystko, co do tej pory mnie przygniatało i Ktoś mnie wysłuchał. Otrzymałam coś więcej niż tylko przebaczenie… Pan Bóg będzie teraz kończył dzieło, które rozpoczął i chwała Mu za to. Chwała Panu!

Bogusia, Tychy

Czytaj również

W obronie ks.Michała Olszewskiego

W obronie ks.Michała Olszewskiego

Umiłowani Siostry i Bracia na początku Wielkiego Tygodnia został bezprawnie zatrzymany Ks. Michał Olszewski, Sercanin, prawy i oddany Bogu i wiernym Kapłan. Próbują zniszczyć Tego Kapłana ludzie bez sumienia. Stańmy w obronie Ks. Michała modlitwą i dobrym słowem....