Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą.

10.lis.2011

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Drogi Ojcze Danielu!

Na ostatnim spotkaniu modlitewnym zdecydowałam się dać świadectwo ponieważ otrzymałam wiele łask. W 2007 lub 2008r. Kiedy zostałam uzdrowiona (lewe ucho), zaraz na następnym spotkaniu dawałam świadectwo. Bardzo ucieszyłam się, że od października 2010r. Będą te spotkania w Częstochowie w parafii św. Józefa, ponieważ często nie miałam sposobności pojechać do Czatachowy. Ale tak jakoś może trochę dlatego, że jest teraz sporo świadectw, lub dlatego, że jest tak dużo ludzi, ja tak sobie tylko siedzę i słucham innych.

Tymczasem od sierpnia br. Nie wiem, czy właśnie z tego powodu powrócił mi (po 7 mies.) ból kolana i kręgosłupa, czy z powodu dużego przeciążenia (co wg. Mnie jest bardziej prawdopodobne). Odczuwam to coraz boleśniej. Byłam w sierpniu, we wrześniu i w październiku na spotkaniach wspólnoty Miłość i Miłosierdzie Jezus u św. Józefa i prosiłam o uzdrowienie, ale ono nie nastąpiło. Chciałam więc ostatnio publicznie podziękować i oddać Panu chwałę za wszystko co tu otrzymałam. Jednak tak dużo osób czekało w kolejce do świadectw, że nie zdążyłem. Postanowiłam więc na razie chociaż o tym do Ojca napisać.

Oóż w grudniu 2010r. Zaczął mnie bardzo boleć kręgosłup i plecy. Nie mogłam się swobodnie poruszać, schylać, nawet wiązać butów. Lekarz zapisał mi dość drogie zastrzyki, których nie wykupiłam. Przyszła sobota 18.XII.2010r. Miałam pojechać ze znajomymi na całe spotkanie modlitewne. O mało nie zrezygnowałam, gdyż taką trudność sprawiało mi ubieranie się. Ciężko też było wejść do samochodu. Pamiętam jeszcze, że na samym początku, kiedy klęczałam, odczuwałam trochę ból, potem już nie. Nie było do mnie raczej słowa poznania, nie czułam ciepła, czy czegoś podobnego, ale wróciłam zupełnie zdrowa. W niedzielę nie odczyuwałam już żadnych dolegliwości. Mogłam pojechać do syna na święta i wszystko robić. Mogłam tez nosić ciężkie siatki itp. Chwała Panu! Dziękuje Mu i niech będzie uwielbiony Jezus! I błogosławiony!

W styczniu lub lutym 2011r. natomiast upadłam na schodach i coś mi się stało z kolanem. Był ból i niepewne chodzenie. Nie mogłam przez to pojechać do domu, tak jak zamierzałam. Ból trwał cały czas. Za tydzień lub dwa było kolejne spotkanie modlitewne, z którego również wróciłam nie czując najmniejszego bólu kolana. Nic.

Byłam Bogu bardzo wdzięczna za to wszystko, dziękowałam Mu, ale dziś bardzo Go przepraszam, że zaraz nie dałam świadectwa przed wszystkimi, dla umocnienia wiary innych ludzi.

Pragnę jeszcze opisać dwa przeżycia, którymi mnie Pan obdarował, żeby pokazać jak On mnie samą przekonuje o prawdziwości wszystkiego, co Ojciec mówi. Na modlitwach w kwietniu 2011r. Stałam dość blisko ołatarza. Kiedy Ojciec mówił żebyśmy otworzyli serca, że Duch Święty nas ogarnia, Jezus chce je napełnić i wiele jeszcze innych pięknych słów, ja tak stałam, nie wiem jak to określić… trzeźwo i myślałam przy tym "Panie Jezu, czy to tak jest naprawdę, czy ten Ojciec naprawdę jest aż tak obdarowany?". Tak jakoś myślałem i wtedy nagle, zupełnie niespodziewanie zaczęłam odczuwać (trudno to będzie opisać słowami) coś jakby ktoś poszerzał moje serce, duszę i chciał wejść. Przy tym czułam taką miłość i słodycz, że łzy same popłynęły i myśl "Jezu, Ty tu naprawdę jesteś!". Panie, wciąż przymnażaj nam wiary! Chwała Ci Panie.

Z kolei nadszedł dzień 30.IX.2011r. piątek. Przygotowywałam obiad. Ponieważ byłam sama włączyłam sobie "losowo" jedną z wielu przegranych z internetu na CD homilii Ojca Daniela. Ta była z maja br. Akurat wredy nie byłam obecna na spotkaniu. Ojciec mówił tam, że dziś Jezus egzorcysta Boga Ojca będzie nas uwalniał. Podczas słuchania pięknego Hymnu Wielkanocnego, ("Na świętej uczcie Baranka"), kóry Ojciec będzie odmawiał, że Pan Jezus będzie uwalniał również tych, którzy słuchają przez inernet, lub bedą słuchać w przyszłości. Ojciec prosił żeby ofiarować Bolgu siebie lub członków rodziny. Tak tez zrobiłam. Oderwałam się na chwilę od gotowania z zamiarem powtarzania za Ojcem słów hymnu. I zaraz od pierwszych słów Pan obdarzył mnie po raz pierwszy w życiu (dotąd byłam tylko świadkiem) darem radości. Śmiałam się, a z oczu płynęły mi łzy z tego śmiechu. W sercu przy tym czułam tak cudowną radość, która mnie do głębi przenikała. Każde słowo hymnu wywoływało we mnie tę radość, śmiech i łzy. I nie ma to nic wspólnego ze śmiechem np. Przy oglądaniu kabaretu, komedii. To jest coś zuepłnie innego, niewypowiedzianie piękniejszego, głębszego, dotykającego głębi samego wnętrza.

Chcę o tym zaświadczyć zwłaszcza, że Ojciec wtedy mówił też, że niektórzy ludzie sądzą, że jest tutaj jakaś mistyfikacja, zaplanowana, teatr. Nie, nie, to naprawdę Jezus i Jego Święty Duch działa. I nie ma dla niego czasu, a Ojciec jest wybranym narzędziem. Pragnę aby wszyscy w to uwierzyli. Amen.

Z Panem Bogiem. Elżbieta.

Czytaj również

W obronie ks.Michała Olszewskiego

W obronie ks.Michała Olszewskiego

Umiłowani Siostry i Bracia na początku Wielkiego Tygodnia został bezprawnie zatrzymany Ks. Michał Olszewski, Sercanin, prawy i oddany Bogu i wiernym Kapłan. Próbują zniszczyć Tego Kapłana ludzie bez sumienia. Stańmy w obronie Ks. Michała modlitwą i dobrym słowem....