A Duch wieje kędy chce…

30.sie.2010

Nie miałam odwagi do tej pory dać świadectwa podczas spotkania modlitewnego w Czatachowie. Ostatnio /II.2010/ Ojciec Daniel powiedział: jest wśród nas kobieta, która zastanawia się, czy dać świadectwo – daj świadectwo, daj… Poczułam, że mówi do mnie. W związku z powyższym świadczę o dobroci Pana Boga, który poprzez Ducha Świętego dotknął mojego serca.

Po śmierci rodziców oddaliłam się od Kościoła, stałam się „katolickim betonem”. Do Czatachowy sprowadziły mnie problemy z dorastającą córką, która zaczęła przejawiać bardzo niepokojące zachowania.

W intencji córki pojechałam z koleżanką na spotkanie w wigilię Zesłania Ducha Świętego. Liczyłam, że Bóg wysłucha mojej prośby, pomimo, iż nie pojednałam się z Nim ja sama. Otrzymałam wtedy ŁASKĘ NAWRÓCENIA. Pan Bóg poprzez działanie Swego Ducha na powrót, z wielką mocą, zamieszkał w moim sercu.

Przez kilka następnych dni działy się trudne do pojęcia rzeczy. Teraz wiem, że były to dręczenia /walka o moją duszę, która Złu się zaczęła wymykać/. Duch Święty działał we mnie tak mocno, że podjęłam decyzję o przystąpieniu do spowiedzi z całego życia u o. Daniela. Bałam się. Długo trwał mój rachunek sumienia i sama spowiedź – jednak po niej poczułam taką radość i poczucie czystości – jakby pięcioletni, bezdomny umył się, moja dusza oczyściła się do tego stopnia, że do tej pory mam bardzo duża potrzebę korzystania z Sakramentu Pokuty i nie raz, nie dwa ksiądz mówi mi w konfesjonale, że nie musiałam przychodzić.

Duch Święty udzielił mi wielu darów, m.in. darował mi tzw. „święty spokój”, którego tak pragnęłam – ale wewnętrzny – radość, wytrwałość w wierze i modlitwie, cierpliwość i pokorę przy codziennym niesieniu Krzyża, jaki Bóg na mnie dopuszcza w postaci problemów z córką, które nasilały się. Im było ich więcej, tym więcej i gorliwiej się modliłam i jeździłam na Adoracje w tej intencji – teraz był dziewiąty raz.

Jednak, kiedy moja nieuleczalna choroba /łuszczyca/ przeszła w swoją najgroźniejszą postać /łuszczycy stawowej/ wylądowałam u lekarza reumatologa. Nie mogłam chodzić, opuchlizna i ból wędrowały od jednej stopy do drugiej, atakowały bark i staw łokciowy, nie mogłam podnosić ręki, zaczynał boleć kręgosłup. Lekarz powiedział, że ta choroba jest trudna do leczenia i właściwie, w perspektywie /jak zaatakuje kręgosłup lub nerwy/ to będzie wózek za ok. 2 lata. Dostałam receptę na lek immunosupresyjny, tzn. działający podobnie jak chemia przy terapii nowotworów. Nie wykupiłam jednak recepty – nie zdążyłam, gdyż poprosiłam Pana Boga we łzach, aby zabrał mi ten ból, bo ja muszę chodzić za sprawami dziecka i muszę mieć siłę je rozwiązywać, nie mogę się „położyć”. Powiedziałam o tym koleżance należącej do Grupy Modlitewnej „Miłość i Miłosierdzie Jezusa” prosząc o modlitwę w mojej intencji. ŁASKAWY PAN BÓG WYSŁUCHAŁ MOJEJ PROŚBY – OD TAMTEJ PORY STAWY MAM ZDROWE, ból nie powrócił więcej

Więc nadal jeździłam na Adoracje w intencji córki, a było z jej zachowaniem coraz gorzej. Każda Adoracja wzmacniała mnie wewnętrznie, uzmysławiałam sobie, że moje cierpienie i chwile kryzysu jako matki, to nic, w porównaniu z tym, co musiała – i jak boleśnie – przeżywać Matka Boża pod Krzyżem.

Na ostatnią Adorację pojechałam po kłótni z mężem, który jest przeciwny tym moim wyjazdom do Czatachowy, mając straszny krwotok. Podczas Adoracji padły słowa, że Pan Bóg dotyka i leczy kobietę z krwotoku – to prawda – krwotok trwający półtora dnia ustał i nie powrócił. Usłyszałam także jak Ojciec Daniel powiedział, że po tej Adoracji łatwiej nawrócą się małżonkowie. Stał się kolejny CUD – mój mąż właśnie wczoraj poszedł, ku memu zaskoczeniu, z własnej woli do Kościoła, a od Adoracji panuje w naszych relacjach zgoda i spokój.

Odczułam także po słowach, że modli się matka dorastającej córki o pomoc Bożą w wychowaniu, że jej córka pogubiła się i robi różne, także złe rzeczy i że Pan Bóg będzie dotykał jej serca i uzdrawiał jej duszę – jak ogarnia mnie gorąco, szczególnie w okolicy serca i z oczu popłynęły łzy. Pomyślałam z niedowierzaniem, że to do mnie, ale natychmiast przyszła myśl, że takich matek, w tym miejscu, jest sporo. Jednak na koniec modlitwy uwielbienia Ojciec Daniel powiedział zdanie o dzieciach, wymieniając imiona.

Póki co, małymi kroczkami idziemy do przodu, dobrze jeszcze nie jest, zdarzają się incydenty związane z zachowaniem córki, które podcinają mi niemalże nogi, ale ostatnia Adoracja ODNOWIŁA WE MNIE NADZIEJĘ, która gdzieś odeszła oraz UMOCNIŁA MNIE W WIERZE I UFNOŚCI PANU.

JEZU UFAM TOBIE. CHWAŁA PANU! 

Magda – mama Klaudii z Cz-wy